
Nasze podróże
Bali: Słona skóra, słony wiatr
To, co na Bali najpiękniejsze, posiada słony smak. Zamiast przesłodzonych wakacji w kurorcie dużo lepiej wyselekcjonować jedną z dzikich plaż, zanurkować z żółwiami wśród raf, przeżyć kulinarne uniesienie w nadmorskim barze i masaż swojego życia u lokalnej znachorki
Nie widziałam filmu „Jedz, módl się, kochaj”. I boję się zobaczyć, mimo słabości do Javiera Bardema. Czy kolorowy świat rodem z Hollywood może przyćmić wspomnienia, zmienić wrażenia, zatrzeć zapachy? Pewnie nie, ale wolę nie ryzykować. „Pamiętaj, ustal cenę i patrz, czy kierowca włączył taksometr”, to pierwsza wskazówka, którą dostałam od przyjaciółki, która na Bali latała w interesach. Z lotniska do taksówki prowadzi nas oblepiająca wilgotność powietrza i czterech mężczyzn. Po co? Nie mam pojęcia. Jeden wziął nasze torby, trzech innych mu towarzyszy. Przy drzwiach taksówki ludzie pragną napiwek. A zatem po to. Prędko pojęłam lekcję numer dwa. Jeżeli już kierowca nie włącza taksometru, należy go o to poprosić albo wyedytować taksówkę. Przed wjazdem do hotelu budka strażnika i szlaban. Stróż w uniformie przypominającym ten policyjny zagląda do środka, po czym lustrem przyczepionym do długiego kija ogląda podwozie samochodu. Hotele, priorytetowo w lepszych, spokojniejszych dzielnicach są na dzień obecny jak dobrze strzeżone osiedla. Turyści czują się bezpiecznie, a właściciele mają spokojną głowę, że niczego nie zaniedbali.
Jedz, Módl się, Kupuj
Raj na globu? Niełatwo w to uwierzyć, kiedy prosto z lotniska lądujemy w po...
Senegal na fali
Świetne fale zarówno dla zaczynających, jak i efektownych, znakomita pogoda i nieomalże puste wybrzeże. Chociaż Senegal posiada wszelkie okoliczności, ażeby stać się rajem surferów, zagraniczni miłośnicy tego sportu rzadko tu docierają.
Jak włoscy surferzy mówią na „wosk”? – „Wax” – odpowiada Marta Imarisio, pochodząca z Turynu współzałożycielka hostelu Malika Surf Camp w Senegalu, smarując swoje deski przed wypadem na plażę Yoff na przedmieściach Dakaru.
Wyrazu „wax” używają również surferzy posługujący się oficjalnym językiem Senegalu – francuskim, jak również ci, którzy mówią na co dzień jednym z wielu miejscowych dialektów. Jednakże owa lingwistyczna uniwersalność wosku wcale nie powoduje, że łatwiej go tu zakupić.
W jedynym w Dakarze sklepie z akcesoriami do surfingu jest on dostępny jedynie od czasu do czasu. Marta musi więc polegać na znajomych z za granic, którzy regularnie przysyłają jej w prezencie paczki ze smarowidłem. Podobne dylematy zaopatrzeniowe dotyczą również kombinezonów, kamizelek czy smyczy.
W Senegalu bardzo trudno jest dostać sprzęt do surfowania, a kiedy jest w sprzedaży, to jego ceny są bardzo wysokie nawet jak na europejskie standardy.
Dbając o kulejącą dystrybucję, można żeby sądzić, że fale wokół Dakaru nie należą do światowej czołówki. Nic bardziej mylnego. Zaczynający surferzy mają do dyspozycji północne wybrzeże półwyspu, na którym leży stolica Senegalu, zaś kobiety i mężczyźni bardziej zaawansowani mogą wyselekcjonować się na południowy kraniec...
Tanger
Nie ma w Maroku drugiego takiego aglomeracje, jak Tanger (ang. Tangier, arab. Tandża; 670 tys. mieszkańców, całą aglomerację szacuje się dosłownie na 2 mln).
Kiedy ponad sto lat temu Francja i Hiszpania podzieliły Maroko między siebie, Anglicy wymusili utworzenie specjalnej strefy, pozostającej pod nadzorem głównych europejskich mocarstw. W efekcie zaczęli tu ściągać uchodźcy z różnych części Europy (i Maroka), a miasto stało się modne m.in. pomiędzy malarzy i pisarzy.
Niezależne prawodawstwo i liberalne przepisy , a dodatkowo status wolnego portu przyniosły błyskawiczny rozwój miejscowej gospodarki, m.in. sektora finansowego. W ślad za bogatymi przybyszami z dalekich krajów ściągały tu ubogie młode kobiety i chłopcy (przede wszystkim z Rifu), zasilając powstające jak grzyby po deszczu mieszkania publiczne.
Zachowując neutralność w trakcie obu wojen światowych, Tanger był areną spisków i rokowań szpiegów zwaśnionych stron. Wszystko to składało się na specyficzną, nieco „nadpsutą” atmosferę aglomeracje, którą można poczuć po współcześnie dzień.
Jednak to nie dekadencka przeszłość Tangeru przyciąga do niego turystów. Miasto jest przepięknie położone, na częściowo zalesionych pagórkach, dzięki czemu z wielu miejsc rozpościerają się wspaniałe widoki. Bardzo przyjazny jest też tutejszy klimat, na który wpływa bliskość morza i oceanu: lata są przyjemnie ciepłe, a zimy łagodne – pewnie w dużej mierze dlatego w czasach „interstrefy” miasto przyciągało tylu Anglików – zapewne bez większego żalu opuszczali swoją ojczyznę i jej beznadziejną pogodę.
...
Wyspa poławiaczy gąbek
Spędzając urlop na coraz bardziej popularnej wśród polskich turystów greckiej wyspie Kos warto odwiedzić pobliską wysepkę Kalimnos, uchodzącą za jedno z ostatnich w Helladzie miejsc połowu naturalnych gąbek.
W połowie kwietnia na Kalimnos zapanuje niecodzienne ożywienie. W tym czasie ta niewielka, senna wysepka w archipelagu Dodekanez na Morzu Egejskim, w gronie wyspami Leros i Kos, zaledwie 18 km od wybrzeży Turcji, zmieni się nie do poznania.
Mieszkańcy wyspy poprzez tydzień hucznie będą żegnać poławiaczy gąbek, którzy wypłyną na wiele miesięcy w morze.
Kalimnos to górzysta, pozbawiona roślinności wyspa poprzecinana głębokimi wąwozami, których strome zbocza opadają wprost do morza. Dziś liczy mniej więcej 18 tysięcy mieszkańców. Stolicą wyspy jest miasteczko Pothia.
Ponieważ na skalistej wyspie trudno było wyżyć z rolnictwa, jej mieszkańcy od starożytności zajmowali się morskimi połowami naturalnych gąbek.
Wielowiekowa tradycja każe, żeby mieszkańcy wyspy przed Wielkanocą hucznie pożegnali poławiaczy, którzy od razu po świętach wypłyną na swoich łodziach na 5-6 miesięcy w morze.
Niegdyś w Iprogros, czyli w święcie pożegnania poławiaczy gąbek, brali udział inni ludzie mieszkańcy wyspy. Poprzez tydzień spędzano czas na wspólnym biesiadowaniu, jedzeniu specjałów kulinarnych, piciu znakomitych greckich win, śpiewie i tańcach.
Dziewczyny z Kalimnos przymilały się do poławiaczy gąbek, którzy mieli status nieomal jak waleczni bohaterowie. Byli mężni, odważni, ryzykowali życiem i przywozili cenne trofea ze osobistych wypraw.
Wiadomo było, że jeżeli jesienią szczę...
Najlepsze miejsca do nurkowania
Pamiętasz Wielki Błękit z Jean'em Reno? Zachwycałeś się niezwykłymi, podwodnymi zdjęciami? Nurkowanie dostarcza niezapomnianych emocji i przeżyć, a żeby zacząć nie trzeba wcale kupować biletu na drugi koniec świata. Bałtyk, Hańcza, czy zalane kopalnie odkrywkowe na Śląsku świetnie nadają się na bardzo dobry początek. A gdy się raz spróbuje, ciężko wyjść z powrotem na powierzchnię. I wtedy ma możliwość się okazać, że czas kupić bilet w jakieś egzotyczne miejsce.
Dla kogoś kto z nurkowaniem nie miał poprzednio do czynienia, a ryby oglądał wyłącznie na talerzu lub w akwarium, przeżycie jest naprawdę nadzwyczajne i niezapomniane. Najpierw zachwyca przejrzystość wody, która spokojnie ma możliwość dochodzić do trzydziestu metrów. Później naszym oczom ukazuje się niesamowity podwodny świat: małe kolorowe rybki, rozgwiazdy leżącą na piachu, długie ślimaki przypominające kawałki sznura ślizgającego się po dnie. A gdy zobaczy się rafę koralowa to jest ten moment, który dla wielu oznacza zakochanie się w nurkowaniu. Ogrom kształtów, kolorów i form, korale migają tysiącami niewielkich rybek. Można ujrzeć błazenki, czyli ryby z filmu „Gdzie jest Nemo” za każdym razem w parach i za każdym razem w takim samym ukwiale. Jest też poważna stone fish i murena przyczajoną pod kamieniem z wystawioną, rozdziawioną i najeżoną zębami paszczą, wyczekująca ofiary. Ujrzeć można też ławicę tysięcy maleńkich rybek, które pływają zbite tak ciasno, że wydawać aby się mogło, że jeżeli już wsadzimy rękę w środek to ze ...